Dziewiąty Mag

Tytuł: Dziewiąty Mag
Autor: Alice Rosalie Reystone
Wydawca: Nasza Księgarnia
Gatunek: fantasy

Oj, długo nie pisałam. W pracy tradycyjnie zapierpapier (a będzie gorze, bo Euro), ale to nie oznacza, że nie czytałam. Dziś na warsztat weźmie się dziełko polskie.
Zacznę może od tego, iż fakt wydania książki fantasy przez Naszą Księgarnię zdziwił mnie niepomiernie. Jeszcze nie tak dawno mama szukała, gdzie mogłaby wydać swoje wierszowane bajki o zwierzakach. Pisała między innymi do NK, lecz ci odpowiedzieli, że nie chcą nic nowego, bo oni tylko klasykę wydają (Astrid Lindgren, Marię Konopnicką itd.). Prestiż prestiżem, ale utrzymać na rynku się trzeba. No i zarobić też coś by wypadało, więc pewnie dlatego zarząd NK podjął decyzję o rozpoczęciu wydawania autorów nieznanych. Ale do rzeczy.

Autorka jest Polką piszącą pod pseudonimem. Z tego, co dowiedzieć się można z zakładki w książce, to pracuje we własnej klinice weterynaryjnej, ma jedno dziecko i cztery koty. Zupełnie jak główna bohaterka książki, Ariel. Też ma własną klinikę weterynaryjną, ma jedno dorastające dziecko i trzy koty. A, no i masę kłopotów. Właśnie rozwodzi się ze swoim mężem (strasznym chamem swoją drogą), pracy ma zatrzęsienie, a dodatkowo ma coraz słabszy kontakt z dorastającą córką, Amandą.Do tego trzeba doliczyć pewnego błękitnookiego żołnierza i zielono-złotego smoka, Croya, którzy przybyli z alternatywnego świata magii. Takiego, w którym smoki, pegazy czy centaury są normalnym widokiem. Tenże świat ma właśnie potężny problem, który może naprawić właśnie Ariel – smoki zaczęły chorować i powoli wymierać. A że są uznawane za święte, to byle kogo nie wezmą. Jakimś cudem to właśnie Ariel jest jedną z wybranych osób, które mogą pomóc. Koniec końców jest jedyną, bo reszta zostaje wymordowana.

Autorce należy się duży plus za pomysł lokacji miast oraz nowy gatunek potworów – nyriony. Jednakże… Żeby nie było za miło, to i są minusy. A dokładniej przedstawienie głównej bohaterki – jest inteligentna, uczy (i czyta) niesamowicie szybko, włada bardzo silną magią (mimo, iż nawet najsilniejsi magowie nie mają takiej, a przecież jest tylko kobietą!), opanowuje najpiękniejszego i najbardziej agresywnego wierzchowca, jako jedyna kobieta dopuszczona jest do kontaktów ze smokami, praktycznie od razu jest w stanie przygotować działające eliksiry i wymyślić nowe oraz jako pierwsza (od wieków) domyśla się co jest problemem, iż smoki i miasta wymierają. Problem w tym, że zbyt bardzo przypomina mi postać, którą analizatorzy opowiadań nazywają Mary Sue – postać idealną. Całe szczęście, ze Reystone zrównoważyła jej zalety kilkoma wadami – Alice jest pyskata i uparta. Dodatkowo dołożyła jej męża- damskiego boksera i chciwca. Cóż z tego, skoro nawet wady przedstawiono jako zalety? Uparta? Tak, ale za to szybko odkrywa co się dzieje. Pyskata? Tak, ale raz, że dzięki temu zjednała sobie innych oraz odkryto w niej moc dorównującą legendarnemu Pierwszemu Magowi… Całość byłaby zbyt przesłodzona, gdyby nie przetykano fabuły często i gęsto napadami na główną bohaterkę, tudzież morderstwami osób pobocznych.

Ogólna ocena waha się, ale z silną tendencją na bardzo pozytywną 🙂 Kawał solidnej roboty, z dobrym układem i postaciami, z którymi można się identyfikować. Język tekstu przystępny, ale nie infantylny, więc dobrze się czyta. Z ostateczną oceną wstrzymam się do przeczytania ostatniego tomu 🙂