Invocato

Tytuł: Invocato
Autor: Agnieszka Tomaszewska
Wydawca: Bullet Books
Gatunek: fantasy
Fantasy, ale jakie! Nie ma smoków, orków, mieczy czy rycerzy na koniach tudzież grzecznych słów. Za to są pyskaci samobójcy, potwory astralne i przekleństwa. Są karabiny i granaty świetlne. Nie ma magii, ale jest Inwokacja.
Bura – siostra chłopaka, który popełnił samobójstwo, by dowiedzieć się DLACZEGO, za radą pracownika cmentarza pisze inwokację o przyjęcie do miasta samobójców i… dostaje się! Zostaje żywcem przeniesiona do Miasta Samobójców i trafia od razu pod opiekę Kapitana – dowódcy jednego z Posterunków skupiających specjalne drużyny. Są one od likwidowania potworów i bytów astralnych żerujących na samobójcach i nieszczęśliwych duszach ludzkich. Kapitan przydziela Burą  do drużyny swojego byłego podopiecznego – Koshego. Jego grupa to istna mieszanka wybuchowa, która idealnie uzupełnia się nawzajem, tworząc przedziwną rodzinę. Mamy szefa czyli Koshego – arystokrata i Invocato. Wiecznie zajęty, z telefonem przy uchu. Natan czyli Klecha – palący jak smok, skryty i noszący sutannę, mimo braku przynależności do stanu duchownego. Borys – Rambo przy nim to kurdupel – chodząca rosyjska góra z bazooką. Żonaty, dzieciaty misio, oaza spokoju i dobroci. Pablo vel Prince – Włoch i gej, jeździ różowym skuterem i uwielbia słodycze – szczególnie lizaki. Szczur – chudzinka z mutacją. Jak się wkurzy, to jego wysokie C skruszy każde szkło. Geniusz techniczny. Ze złomu cudeńko zrobi. Lillith powszechnie nazywana Burą, ze względu na nijaki kolor włosów i oczu. Jak z dezaprobatą zauważył Szczur: „zero cycków”. Pyskata, zadziorna, inteligentna. Ma zapędy do matkowania chłopakom.  Później dołączają do nich Wódz i Ron, którzy w teorii powinni dawno się pozabijać, ale nadal stanowią zgrany duet.
Coby was jeszcze bardziej zachęcić, podaję przykłady cytatów:
„- Dziewczynko, to był Pulsar, nie Hiena – wygarnął jej w twarz.  –  Umiesz coś poza wpierdalaniem się w nie swoją robotę? To był nasz demon.
– Masz na niego paragon czy chociaż obrożę? Niech zgadnę? Daliście mu  z żoną Pimpuś, po dziadku?”
„ Koshe nie zdążył zareagować. Kapitan był szybszy.
– Uprzedzam, Szczur. – Stanął obok chłopaka.  – Ona mówi proszę, dziękuję, smacznego, więc to dla ciebie może być szok kulturowy. Nie zapomnij języka w gębie.”
„ […]Makaroniarz miał problem z centralką. Cieszyła się, że nie ma klaustrofobii. Stali dłuższą chwilę, słuchając jak klnie.
– Na pych ją odpalasz? – skrzeczał Szczur.
– Nie, kurwa, walę z dyni w rozdzielnię. – warknął.
– Stąd to echo.”
Całość jest napisana lekkim, żywym językiem, z dużą ilością przekleństw i kolokwializmów, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem i w zasadzie nie sposób się od niej oderwać. Bohaterowie wyraziści, łatwo ich sobie wyobrazić, historia i zdarzenia logicznie i jasno opisane.
Ja pokochałam ich od pierwszych stron – i serdecznie ją polecam każdemu, kto choć trochę lubi dziewczyny, które nie dają sobie w kaszę dmuchać!