Obsydianowe Serce

Tytuł: „Obsydianowe serce”
Autor: Ju Honisch
Wydawca: Fabryka Słów
Gatunek: fantasy
  Książka reklamowana jest jako powieść gotycka ze szczyptą steampunku i dużą dozą czarnego humoru, i nie ukrywam, że to szczególnie mnie zaciekawiło. Aczkolwiek steampunku to tam mniej niż na lekarstwo. Owszem mamy magię, mamy czasy secesji (albo nawet wcześniej), a bohaterowie używają pistoletów zamiast miotaczy czy różnych innych ciekawostek. Wybitnie brakuje ciekawych maszynerii – ot, dajmy na to, pierwszych automobili czy prototypów tychże. Zamiast tego, bohaterowie poruszają się konno, a listy sklejane lakiem dostarcza się przez posłańców.
   A jednak świat przykuwa uwagę już od pierwszych stron. Poznajemy młodą damę – Corrisande, która okazuje się być córką króla podziemi oraz jej ciotkę, która ciotką jest jedynie z nazwy. Wplątują się one (a szczególnie Corrisande) w akcję poszukiwawczą dziwnego pergaminu, którego namiętnie poszukują różne grupy: trzech oficerów wespół z magiem w celu zabezpieczenia i ukrycia, drugi mag, o samolubnych zamiarach użycia, grupa mnichów z niszczycielskimi zapędami oraz mityczne istoty Si (od wampirów począwszy, przez nereidy, aż po niejakiego wiatrochoda) z różnymi intencjami. Dodać do tego należy pomagającą gwiazdę opery, która i tak robi wszystko po swojemu. Celem jest – jakże oryginalnie – uratowanie (bądź zniszczenie – zależy, której grupie się uda zgubę odzyskać) świata. Ameryki nie odkrywa, ale wszystko jest logicznie pozlepiane, aczkolwiek szkoda będzie jeśli autorka nie wróci do tych bohaterów – tworzą całkiem różnorodną, a jednak uzupełniającą się grupę i szczerze mówiąc, strasznie ciekawią mnie ich dalsze przygody
   Książka została wydana przez Fabrykę Słów w dwóch tomach. Poniżej zamieszczam okładki obydwu.
Tom pierwszy:
I tom drugi: