Paskuda & Co.

Tytuł: Paskuda & Co.
Autor: Magdalena Kozak
Wydawca: Fabryka Słów
Gatunek: fantasy

– Paaaasiuuuu!! Gdzie ty je… Nie! Nie! To nie jest mniam! – zawołała Księżniczka, powstrzymując pikującą smoczycę.
– Nie mniam? – smutno spytała smoczyca.
– Nie. To jest Skryba. Jego się nie je. – odparła Księżniczka, machając ręką w stronę krzaków zza których wyglądała blada twarz – Ojciec przysłał go, by spisał co się u nas dzieje. Podejdź, Pasia jest bardzo dobrze wychowaną smoczycą. – dodała zwracając się do przerażonego Skryby.
– Poza tym nie je byle czego. – wymamrotał Strażnik.
Skryba nieśmiało podszedł bliżej, przestąpił z nogi na nogę, po czym wpadł na genialny pomysł i ukłonił się smoczycy.
– Wasza sława zaczyna docierać w różne krańce królestwa. Nasz miłościwie panujący Król wysłał mnie, bym spisał niektóre wydarzenia i rozsławił piękno Księżniczki, jak i grozę jaką wzbudza jej smoczyca.
Pasia pozieleniała i przybrała bardzo ukontentowany wyraz pyska.
Strażnik prychnął.
– No i oczywiście męstwo jej osobistego Strażnika. – szybko dodał, wychodząc z założenia, że lepiej nie drażnić osobnika z mieczem w dłoni.
Księżniczka poprawiła suknię i spytała:
– To co chciałbyś wiedzieć?
– Pani, jak wiesz mam za zadanie opisać ciekawe wydarzenia, które będą was sławić.
Księżniczka zmarszczyła czoło.
– Tyle, że u nas nic się nie dzieje.
Strażnik wychylił się przez okno swej izdebki.
– Pominąwszy tą sytuację, kiedy cały oddział Czarnych Mścicieli został powalony przez smoczą gorączkę i musiałem się pojedynkować, o twój honor Pani i dobro całego królestwa.
– Faktycznie. O! Albo wtedy kiedy uczyliśmy Pasię, jak ma być zalotną – podchwyciła Księżniczka.
– Wybacz Pani, „zalotną”? – Skryba uznał, iż się przesłyszał.
– Owszem, to było wtedy, kiedy namawialiśmy Tyfona… znaczy smoka o tym imieniu. – szybko dodała, widząc konsternację na twarzy nicnierozumiejącego wysłannika Króla – Negocjowaliśmy z nim, by nie zabijał Missila.
Strażnik gorliwie pokiwał głową, po czym lekko spochmurniał.
– I znowu trzeba było wysłuchiwać barda Orążka…
– Biały miś… – westchnęła w zachwycie smoczyca.
Skryba podrapał się piórem za uchem i spytał:
– To i wy o Orążku słyszeliście?
Księżniczka i Strażnik zgdonie prychnęli.
– Czy słyszeliśmy? Tego się nie dało nie słyszeć! Tydzień! I mimo, że pozatykaliśmy wszystkie szczeliny, to i tak jego eeee… śpiew docierał wszędzie! – oburzony Strażnik machał rękoma.
Biedny Skryba miał coraz bardziej nieszczęsną minę.
– Nie zdarzyło się nic, co by mogło sławić wasze męstwo i cnoty Księżniczki? – zapytał słabo.
Strażnik podrapał się w zamyśleniu po nosie.
– No… Była taka jedna sytuacja.
Skryba rozpromienił się.
– To było wtedy, kiedy przybył Gideford Anamirien Młodszy. – przypomniała sobie Księżniczka. – Przybył prosić…
– O twą rękę Pani! – wykrzyknął radośnie Skryba, skrobiąc zawzięcie piórem i mażąc sobie przy tym nos atramentem.
– Nie do końca. – odparła Księżniczka – W zasadzie to on przybył, by sfingować swą śmierć i uciec od swego brata.
Skryba oklapł.
– To wszystko? – zapytał smętnie.
– Było jeszcze parę incydentów, ale równie mało znaczących. – odpowiedział Strażnik a smoczyca potaknęła, zanurzając się w jeziorze.
– Dokładnie. – potwierdziła Księżniczka – Przecież mówiliśmy, że u nas nic się nie dzieje…