Zasłona Kłamstw czyli Romantyzm w Średniowieczu

Tytuł: Zasłona Kłamstw
Autor: Jeri Westerson
Wydawca: Fabryka Słów
Gatunek: średniowieczne noir
Książka początkująca fabrykowy cykl „Fabryka Historii” amerykańskiej autorki Jeri Westerson. Książka osadzona w drugiej połowie XIV wieku w Londynie. Jej bohaterem jest Crispin Guest – rycerz odarty dosłownie ze wszystkiego za zdradę króla, który by przeżyć para się zawodem detektywa (choć o czymś takim jeszcze wówczas nie słyszano). Przyjmuje od bogatego kupca zlecenie obserwowania żony jegomościa. Ma sprawdzić, czy kobieta go nie zdradza. Sytuacja komplikuje się, gdy zleceniodawca zostaje zamordowany, a żona trupa zleca mu znalezienie mandylionu z twarzą Chrystusa, który jest ukryty gdzieś w domu. Sęk w tym, ze na ową chustę chrapkę ma nie tylko pani domu, ale również król Anglii, jak i tajemniczy włoski syndykat.
Crispin zachwalany jest jako średniowieczny Sam Spade, który jest twardym facetem z sztywnym kodeksem moralności, a w dodatku obdarzonym umiejętnością chłodnego i pełnego rezerwy zmysłu komentowania rzeczywistości. Tylko, że… Jakoś nie chce mi się wierzyć w postać która mając związane ręce z tyłu i którą wrzucono do wody robi swoistą ekwilibrystykę gimnastyczną i po chwili ma ręce z przodu. Oczywiście rozwiązane. Albo bezkarnie ładuje się w paszczę szeryfowi, który uwielbia go prać po pysku i reszcie ciała tak, że zostają sińce, a mimo to jest „dobrym człowiekiem i lubi” głównego bohatera. Nno, chyba, ze Guest jest masochistą.
Ogólnie nasz upadły rycerz przypomina mi swoimi rozterkami Kordiana z naleciałościami werterowskimi. Uwaga, bo spoileruję. Pozwala sobie na zakochanie się w owej żonie kupca, która jest byłą pomywaczką. Najpierw przeżywa, że skoro się tak wysoko wzniosła to na niego nie spojrzy, po czym dochodzi do fazy „kocham ją, ona mnie ale to nie ma sensu”, co nie przeszkadza mu pokotłować się z ową damą w łóżku, by na samym końcu ową damę spławić, mimo iż ta chce z nim mieszkać w zapchlonej dziurze pomimo oświadczyn od nowego właściciela domu przejętego po kupcu. Stąd też ten dziwny tytuł posta – troszkę to wygląda, jakby autora się naczytała za dużo książek z okresu romantyzmu.
Do tego klimatu noir też można by się przyczepić. Owszem, jest dużo mrocznych pomieszczeń, główne zwroty akcji dzieją się nocą, ale opis ich jedynie lekko zaznacza, iż jest ciemno. Osobiście odbierałam większość zdarzeń jako dziejące się za dnia.
Podsumowując, jestem lekko rozczarowana. Spodziewałam się czegoś w stylu „Imienia Róży” czy też przygód brata Cadfaela (nie, mnisi nie muszą być J), a dostałam skrzyżowanie kryminału z Kordianem. Pomysł świetny na książkę, aczkolwiek troszkę posypane przypisaniu. Niemniej jednak, jeśli ktoś ma ochotę na kryminał w średniowieczu, to polecam zapoznać się z twórczością Ellis Peters i jej cyklu o byłym krzyżowcu – bracie Cadfaelu.